już 1!
październik, 64 >> niedziela, 18 października 2009 16:35:31
uczę się. jeszcze nigdy się tyle nie uczyłam. przychodzę ze szkoły i uczę się. wosu, historii, polskiego, matmy, to moje priorytety.
i jestem na diecie:P
wczoraj cały dzień się uczyłam. tak się stresuję klasówkami i tym, że nie dostanę przynajmniej czwórki, sprawiła, że budziłam się w nocy kilkanaście razy, zastanawiając się, czy już jest ósma, czy muszę wstać, i uczyć się wosu, bo jutro klasówka.
matura...
komentarze [1]





już 3!
wakacje! >> sobota, 4 lipica 2009 19:05:12
jestem na wiosze i chciałam podsumować pierwszy tydzień wakacji.
przytyłam trzy kilo, byłam na czyimś pogrzebie i pies mnie pogryzł, cholerny szczeniak, który dostał histerii, jak mu łapa utknęła w furtce. ja, dobra duszyczka, musiałam mu ją wyjąć, a on mi rozciął dłoń w stu miejscach i zrobił trzy wielkie siniaki na nodze.

teraz drugi tydzień.
schudłam półtora kilo, byłam cztery razy na plaży i jestem mistrzem opalania! nadal pracuję, a codziennie oglądam hannah montanę, suite life i całą resztę z disney channel. troszkę się uczę, zwłaszcza angielskiego, i odchudzam się. chciałabym, żeby takie były całe wakacje! jestem szczęśliwa, pomimo mnóstwa roboty (moi rodzice mają domki letniskowe i ja je obsługuję).
nadal nie pogodziłam się z A. i A., ale wcale mi ich nie brakuje, mam mojego psa! a nawet dwa. już je lubię (po tym pogryzieniu nie lubiłam psów), a raz nawet zabrałam K. (psa) na plażę. był grzeczny.
myślę o zmianie fryzury, to od oglądania "jak dobrze wyglądać nago", "metamorfozy fashion cafe", "10 lat mniej" itd. i tak jestem piękna!
chcę sobie kupić nowe bikini, ale górę mam dwa rozmiary większą od dołu i muszę się mieścić w maleńkich kostiumach sprzed trzech lat:D trudno, tu jest i tak mało ludzi na plaży. i jest pięknie! a woda jeszcze nie zakwitła i można spokojnie pływać:) mam swoje błękitne kółeczko i w nim pływam, a K. pilnuje ręcznika i łachów.
adios, pomidory!
komentarze [3]





już 3!
dwa tygodnie później... >> niedziela, 14 czerwca 2009 23:01:49
tak, tak. w Wiedniu było fantastycznie. zwiedzanie, łażenie, żadnego picia nie było, bo nie:D z Nikim się nic nie udało, bo Niki nie wie, a mu nikt nie powie;)
po powrocie żadnej zabawy nie było, mamusia i tatuś mnie grzecznie odebrali o szóstej z trasy, i wróciłam do domciu. a potem cały dzień spałam.
w zeszłym tygodniu było za to ostro, poprawianie ocen, itepe, itede. wyszło mi wszystko, i mam tylko o 0,07 gorszą średnią od D. Na pierwszy semestr miałam 3,79, a teraz - 4.47. Zgrabnie. Jestem dość zadowolona. Ale, żeby mieć pasek, w przyszłym roku będę musiała mieć piątki ze wszystkiego. no, maksymalnie jedną czwórkę. ciekawe, czy się uda. z czego będzie mieć trudniej piątkę? z fakultetów z historii, wosu, matematyki, angielskiego czy niemieckiego? z przedmiotów, z których łatwo mieć piątkę, zostaje wf i polski. faaajnie!
no, dość o szkole. teraz wakacje, będę na wsi. nad jeziorem. będzie fajnie! trzeba się zakręcić wokół kogoś, kto robi imprezy:D
mam nadzieję, że się nie rozchoruję do piątku, bo podobno prowadzę tę całą zakończeniową imprezę.
to naraza!
komentarze [3]





już 1!
wielkie nadzieje >> niedziela, 31 maja 2009 12:25:11
oh, gosh.
zeszły weekend był fantastyczny! co prawda Powsinek się nie udał, ale sobota i niedziela - owszem:) w sobotę u A. graliśmy w alkochińczyka, a K. się sponiewierała:) S. mnie napastował, a B. został wywalony z powodu jaskółki:D
rano:
(k)co za upokarzająca noc...
(p)przynajmniej będziesz miała co wnukom opowiadać!
(k)ALE JA NIC NIE PAMIĘTAM!!!

a kolejna impreza w niedzielę - 18 D. i Z. była cuuudowna! pierwszy raz byłam w klubie i mi się bardzo podobało:) wyszłam o 1 razem z A., po którą przyjechał M. No cóż, nie chciałam im przeszkadzać, więc postanowiłam wrócić do domu, a nie nocować u A., tak jak chciałam. Wsiadłam w N37 (1.17), a oni pojechali taksówką. W okolicach Al. Lotników (2/3 drogi) zorientowałam się, że nie mam kluczy, które zostały u A. w domu. Pojechałam więc N33 do Galerii Mokotów (godz. 1.41), a stamtąd N34 (1.49) do A. na Racławicką, i łaziłam po tych identycznych uliczkach przez 20 minut w sukience, która ledwie zakrywała mi tyłek. na szczęście zmieniłam szpilki na baletki.
spałam cztery godziny, a potem pojechaliśmy na strzelnicę. miałam najlepszy wynik w klasie, 88/100 :) chodziło o to, żeby trafić w tarczę, każdy miał 13 strzałów i 3 najgorsze się nie liczyły do tego dodawania. ja miałam 2x10, 5x9, 2x8 i 1x7 ;)) a strzelałam pierwszy raz:)
a wczoraj pojechałam do mojego tesco przy kenie, żeby kupić sobie aparat. był tylko taki z wystawy, więc pojechałam na górczewską do innego tesco. po 2 godzinach jazdy okazało się, że nie ma takiego modelu. jak dojechałam do kolejnego, na połczyńskiej, było 3 minuty za poźno. porażka. ale przynajmniej poznałam trochę Warszawy xD
to nieprawda, że wystawianie ocen nie jest stresujące. wymyśliłam sobie, że będę mieć zbliżoną średnią do D. i się staram! na szczęście ona jedzie do Wiednia i nie będzie mogła zrobić nic więcej.

swoją drogą - jutro do Wiednia! a pogoda jest wprost obrzydliwa. deszcz, ciemno, a jest samo południe. ale niech się napada dziś, żeby potem było ładnie.
mam wielkie nadzieje;)
komentarze [1]





już 0!
wieczorem, po zakupach. >> czwartek, 21 maja 2009 19:52:05
dzisiaj jest czwartek. nie mam co robić, więc napiszę, jak spędziłam dzisiejszy dzień. rano wstałam z wielką trudnością, bo siedziałam do wpół do drugiej (spałam w dzień i mi się przesunęło). poszłam do szkoły, a fakultetów z polskiego nie było, bo pan profesor mentor siedzi na maturach, a nas nikt nie raczył o tym poinformować. potem były dwa śmiecie, czyli pp i geografia (5 na koniec z pp, a z geografii - 4, za zeszły rok, bo w tym nic nie robię:D). a potem matma - klasówka z funkcji wymiernej. tak liczyłam i liczyłam, że przyszło mi obliczać pierwiastek najpierw z 95, a potem z 1256. czyli źle xD no ale tróję już mam, a o czwórce mogę tylko pomarzyć. na niemieckim jadłam żelki i plotkowałam z dziewczynami.
potem poszłyśmy z Anią i Agą na zakupy do galerii. gosh, nie byłam tam od, yy... grudnia? listopada? plan zajęć: mcdonald's, pimkie, reserved, esotique, peek&cloppenburg, mango, h&m, orsay, zara, deichmann, river island, apteka, kappahl, cubus (tu Ania wymiękła i sobie poszła), camaieu, coffeeheaven, house, marks&spencer, cropptown. moje nabytki to dwie pary spodni z h&m. i'm lovin it!
między esotique a peek spotkałam Marysię, tę Marysię, szukającą Agi (jej siostry). wygląda ładnie, trochę przytyła. pozytywne wrażenie:)
wróciłam do domu i zaczęłam sprzątanie. ja! ja, która nigdy nie sprzątam! nawet starłam kurze, poukładałam ciuchy i książki, zmyłam naczynia i uporządkowałam papiery. nie mogę w to uwierzyć:D
no, rzegnam. plany na ten weekend są takie: nie jechać do domu, iść w piątek na imprezę do Powsinka, w sobotę do Anki, a w niedzielę - do Dariny i Zuzy na osiemnastkę. a w poniedziałek rano- strzelnica. strzelanie. takie pifpaf. powodzenia. pół klasy będzie spało:D
enjoy! jeszcze dziesięć dni i do WIEDNIAAAAA! <3
komentarze [0]





już 1!
wtorek, 19 maja. >> wtorek, 19 maja 2009 19:54:18
koniec, koniec, koniec roku!
wystawianie ocen w tym roku nie jest dla mnie stresujące. tak jak w zeszłym planuję bić się o piątkę z biologii. z polskiego tym razem mam zapewnioną, skoro oceny z fakultetu to 60% oceny końcoworocznej (a mam, hihi, 555555443). z matmy chciałam mieć czwórkę, ale na pierwszy semestr 2+ chyba mnie dyskwalifikuje. z angielskiego też chcę mieć czwórkę, ale to raczej niemożliwe mimo doskonałych ocen w tym semestrze. Z wosu, o dziwo, piąteczka, hihi. Tylko brakuje dwóch ocen, które rozstrzygną się jutro.
nie mogę doczekać się wycieczki do Wiednia. Będzie cudownie. Mam nadzieję. Muszę pomyśleć o tym, jak wywabić walizkowy smród z mojej walizy. Ktoś ma jakiś pomysł?
A teraz znikam, bo jadę sobie do K. na pizzę. Będzie się wyżalał, że rozstał się z dziewczyną. Szykuje się rzewny smutekżal. Cóż, ktoś musi.
:)
a na informatyce uczymy się zaawansowanego html-a. wiem już, jak wstawić obrazek na stronę i zmienić kolor jej tła.
SUUUPER.
komentarze [1]





już 0!
w maju jak w jaju. 64.5 >> środa, 13 maja 2009 17:27:34
trallalaaaa!
wczoraj przeprosiłam A., chociaż to wszystko jej wina, ale to jedyna osoba, która mnie lubi w tej klasie (ją też tylko ja lubię). więc nie możemy być tak długo w separacji.
majówka była fajna, chociaż byłam troszkę chora. zaczęłam się odchudzać, bo 1 czerwca wyjeżdżam do Wiednia i muszę jakoś wyglądać. na razie schudłam półtora kilo. mój oddalony o lata świetlne cel to 54 kg:)
a wczoraj miałam najważniejszą klasówkę w tym semestrze.
kończę, bo się wkurzyłam. zaznaczyłam, że Polaków w X wieku było pół miliona, a było półtora. WRRRRRR. jak dostanę trzy, to się zasmucę. GRRRRRR.
komentarze [0]





już 1!
mój kochany pamiętniczku... >> wtorek, 28 kwietnia 2009 21:28:43

... na złość wszystkim będę wchodzić tu częściej. chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle, i teraz nie są źli na mnie tylko K. i A., ale też pół klasy. za to, że istnieję, hi hi. może inaczej; ja ich nie lubię, bo są gópi i mnie wkurzają, a moja najlepsza i właściwie jedyna przyjaciółka A. tak mnie irytuje, że specjalizuję się teraz w nieeleganckim przedrzeźnianiu jej za plecami. jej plecami.

obserwuję także niepokojący spadek formy w szkole. chodzę tam niechętnie, jestem kompletnie nieprzygotowana do lekcji i polegam na mojej intuicji, która podpowiada mi, że dziś nie trafi na mnie.

czyli ogólnie źle się dzieje tu. w dodatku na komórce zostało mi 60 groszy, a doładują mi dopiero w piątek! mogę przekroczyć limit, ale nie chcę.

jej, ale jestem niezadowolona. bleeee
komentarze [1]





już 0!
kwiecień-plecień, tym razem więcej lata >> poniedziałek, 27 kwietnia 2009 21:45:20
Boże, ile się zmieniło, nie mówię tylko o mylogu, ale o mnie, od kiedy ostatnio tu byłam. zrobiłam tyle głupich rzeczy, tyle mądrych, wyjechałam i wróciłam, obejrzałam kilka filmów, wszystkie trochę zmieniły moje spojrzenie na świat, przeżyłam śmierć kliniczną mojego psa (pewnie widział psie aniołki i bramę do Wielkiej Budy)...
dobra, parę faktów. właśnie wróciłam z filmu "hannah montana movie" i uważam, że to najlepiej wydane 16 złotych w życiu. czuję się jak sinusoida, bo już kiedyś taka byłam, no wiesz jaka. a może nie byłam? nie pamiętam, nie czuję się na siłach, żeby pisać o tym, co było kiedyś. tu mogę się przyznać do tego, że nie oglądałam tylko ośmiu z jakichś sześćdziesięciu odcinków hannah montana serialu. i wcale się tego nie wstydzę, ahaa!
od ogółu do szczegółu? proszę bardzo. jutro mam klasówkę z fizyki, nie uczyłam się jeszcze, bo mam ważniejsze rzeczy na głowie, takie jak np. przedchwilejszy film. och, był cuuudoooowny. i historię na pierwszej lekcji. no ale cóż; raz się żyje, jak mawia panna D., uzasadniając swój romans. och! na jutro trzeba wpłacić na studniówkę i na Wiedeń (bo wyjeżdżam do Wiednia w czerwcu). a potem, we wrześniu, na wymianę do Niemiec, a potem, w październiku, będę miała Niemca w domu.
byłam w sobotę na imprezie, gdzie udało mi się zawieść parę osób, a także nie pożegnać się z kimś, a inną osobę zezłościć. nie przepraszam, bo nie ma za co. cholerna osiemnastka. no cóż, jak to mówią idioci, "bywa". inni idioci mówią "życie!". co za bzdurne powiedzonka.
takim uzusowym akcencikiem kończę moją notusię. koniec kwietnia, niedługo długi weekend, a już w sobotę o 10 ósmy odcinek trzeciej, najnowszej serii hannah montana.
komentarze [0]





już 3!
styczeń >> piątek, 9 stycznia 2009 20:24:01
roraty przechodziłam całe, nie byłam tylko dwa razy, w poniedziałek przed wigilią i w wigilię, bo mnie nie miał kto zawieźć. i fajnie.
święta były w porządku. obżerałam się do nieprzytomności, spałam i czytałam książki (m.in. Folwark zwierzęcy i 1984 Orwella).
sylwestra spędziłam u Agi, w miłym towarzystwie jej, Ani, Artura - kuzyna Ani, Daniela, Filipa i Michała. taaaańczyliśmy, a te nowe conversy z Hameryki są za małe. za to śliczne jak nie wiem co:)
a w zeszłą sobotę na działce założyli mi kablówkę, i oglądałam cały dzień discovery science i disney's channel:) hannah montanaaaaaa! to takie megagłupie, że aż trudno uwierzyć. ale ogląda się fajnie.
w tym tygodniu było poprawianie ocen, niestety Marta ma lepsze niż ktokolwiek - nie ma żadnej trói nawet. sick. sick. sick. nie wiedziałam, że tak się da?!! ja mam dwóję z matmy, no, może tróję, i z angielskiego. ale u nas większa część grupy tak ma:D
a jutro idę na dwie osiemnastki. jedną do Filipa, którego poznałyśmy z Anią na imprezie u Mikołaja 6 grudnia:D a drugą do Goss, na kiczparty. przebieram się za diabełka. diabełka. będzie fajnie:)

ipod, sripod, ipod, sripod.
komentarze [3]





już 2!
koniec listopada, smutna sobota >> sobota, 29 listopada 2008 15:27:00
uplywa szybko zycie... itd itp

pamietacie te impreze z poprzedniej notki? to opowiem historie. mile kolezanki Zosia i Madzia, ktorym zostawilam klucze od domu zeby zaprosily 5 osob i zrobily impreze tak zebym jak wroce o 23.45 sie jeszcze pobawila.

zaprosily osob 25, ktore prawie rozwalily mi dom. zginely miedzy innymi obraczka mojego taty, lancuszek moj od komunii i lancuszek mojej mamy. ksiazka do angielskiego, jakas ksiazka z biblioteki, itepe, itede...
nie dostalam zadnych pieniedzy za to, bo jak powiedziala mama Zosi "to moja wina"... przykro mi; w dodatku one powiedzialy mi ze "tylko domofon zostal uszkodzony" i ze przyszedl "Soczek, Orzel i Adas z kolega". LOL...
koniec tematu koniec "przyjazni", czy to kiedys w takim razie byla przyjazn? zero slowa "przepraszam"... powodzenia w przyszlym zyciu

nakablowalam na kogo chcialam, teraz nudy jak zwykle.
za dwa dni, w poniedzialek, zaczynaja sie roraty. oczywiscie ide, i mam nadzieje, ze spotkam Elize:)
jesli wstane.
szczerze mowiac, troche przeraza mnie perspektywa wstawania o 5.20... autobus o 5.41 i potem do kosciola trzeba bedzie troche podejsc... bo inny jest dopiero o 5.51 to wtedy bym byla minute albo i dwie po czasie, a ja tak nie chce, bo dla mnie swieczek nie starczy.
a pewnie nadal bede chodzic spac o 23.36...

pozytywne wiesci - kupilam sobie nowe dwie pary conversow i mam ich teraz szesc: czarne, granatowe, brazowe, rozowe, zielone w kwiaty i blekitne w owce. i jeszcze japonki ;)
i zamowilam sobie u kolegi nowe skidgripy na ebaju. z hameryki! w wisienki i serduszka, chyba. skidgripy to takie przed kostke, wsuwane, jak vansy. urooocze. 20 dolarow i 10 wysylka. mrrrrr<3<3<3

koncert simple plan byl cudowny, ale niewiele z niego pamietam; lepiej przypominam sobie to ile razy moi rodzice krzyczeli na mnie i mieli sluszne pretensje o to, co zrobilam w zwiazku z naszym mieszkaniem...

schudlam jeszcze troche. 5.5<3
komentarze [2]





już 1!
połowa listopada się zbliża >> poniedziałek, 10 listopada 2008 15:40:04
początkiem listopada pojechałam na groby, ale to chyba nieważne; stosowałam dietę, itd. nieistotne. potem dostałam czwórkę z polskiego z kartkówki ostatniej, i z czytania ze zrozumieniem to samo, i jestem wściekła.

właśnie wróciłam od Agi, spędziłam u niej cudowne dwa i pół dnia. leżenie do 2 i gadanie, robienie pięciu pizz dla pięcioosobowej rodziny i mnie gratis, peplanie, śmichy-chichy, czary-mary i śrubki-trupki. i oglądanie "Mamtalęt" do nieprzyzwoicie późnych godzin. ach, i dręczenie jej brata - to akurat tylko ja. rok młodszy i ze dwadzieścia centymetrów wyższy? to tak nie może być! młehehehe. przykro mi było od niej wyjeżdżać, o czym jej z radością oznajmiłam nie raz, nie dwa, bo conajmniej, kurde, tysiąc. o.

dziś wieczór mam koncert simple plan. bilet kupiłam 2 września;) i czekam, i czekam. a teraz w sumie powinnam poznawać te piosenki, których jeszcze nie znam - z płyty "no pads..." nie znam aż trzech piosenek, a z tej ostatniej, "simple plan" znam tylko cztery. z drugiej... Boże jak ona się nazywa? ta z Shut up, welcome to my life, perfect, untitled, crazy, itepe? znam wszystkie, i to prawie na pamięć. Jezu! Jak się cieszę! :)

i jak wrócę, to będzie impreza:) juz zaprosiłam parę osób. parę... :D:D nevermind. wszystko się okaże dziś wieczorem, jak wrócę, i czy w ogóle mi się uda dziś ;)

pozdrowienia dla czytających i komentujących.
dowi dzenia:)
komentarze [1]





już 4!
koniec, tym razem, października >> piątek, 24 października 2008 20:43:08
dawno mnie nie było, już prawie miesiąc:) za to często myślę o tym, co tu napisać, i już szykuję się do pięknego podsumowania roku. będzie niezła zabawa.
łał, już za dwa tygodnie koncert Simple Plan:) nie mogę się doczekać.
jako że szkoła zajmuje mi najwięcej czasu, trochę o niej opowiem. z angielskiego idzie mi coraz gorzej, tendencja wybitnie spadkowa. nadal mam nadzieję jednak na dostateczny na koniec roku;)) niemiecki też spadam. dostałam już jedną pałę i niedługo dostanę drugą, i mam co poprawiać. za to z biologii i geografii świetnie:P jedyną nadzieją i pociechą jest dla mnie polski. polski to moja miłość:D pisaliśmy w tym tygodniu czytanie ze zrozumieniem, kartkówkę z oświecenia i pracę literacką. na kartkówce zapisałam ciasno półtorej strony A5 w 20 minut, a wypracowanie zajęło mi cztery strony A4 i godzinę 10 minut. i zdziwiłam się, że mam aż tyle do powiedzenia;) napiszę w następnej notce, jak oceny z tego...
włef jest fajny. dziś miałyśmy mecz z Fryczem-Modrzewskim. Pierwszy set przegrałyśmy do 21, drugi wygrałyśmy do 23, a trzeci przegrałyśmy 17:15:( obiecałam sobie, że jeśli wygramy, to zrobię sobie super spaghetti z mnóstwem mięsa i sosu. Ale nie, więc na obiad znowu jadłam jakieś obleśne warzywa. Mam ich już dość! Ale jestem na diecie, i nie mogę sobie pozwolić na nic innego:( dieta niskowęglowodanowa, jestem na niej od poniedziałku. za to dziś zgrzeszyłam, bo przed meczem zjadłam twixa:// a i potem dwa herbatniki... ale grałam mecza, a potem jeszcze byłam godzinę na rolkach;) i schudłam dwa kilo. mrrrauuuu....
jeszcze osiem i będę zadowolona.
no dobrze, powiedziałam wszystko, i już. a, jeszcze mogę się pochwalić, że umiem zeskakiwać z krawężników na rolkach, i przeskakiwać dziury w asfalcie:) o, i że w naszej szkole jest kółko łaciny, i że doszły mi dwie dodatkowe godziny. co daje razem śliczną sumę 45 godzin w tygodniu. Do tego cztery dodatkowego angielskiego. ledwo żyję. oł, i jeszcze cotygodniowe mitingi dla BIERZMANTOW. Ha ha ha.
komentarze [4]





już 3!
koniec września >> poniedziałek, 29 września 2008 21:41:53
napisałam notkę, serwer się zawiesił i poszła się jebać. jak mówią po niemiecku, kąpać się. jak kto woli.

koniec września. poniedziałek. nie nastraja optymistycznie, prawda? optymistką mogłam być w gimnazjum, bo wtedy było fajnie. inteligencja mokotowa, hahaha. czekam tylko na środę, dwie pierwsze lekcje. włef.

nie lubię fakultetów. wybrałam polski, historię, wos, i dodatkowo jeszcze chodzę na religię, dwie godziny pod rząd na 7 i 8... razem wychodzi 39 godzin, dodając jeszcze dwie za siatkówkę, wychodzi 41... niestety nie można brać faków z włefu, a szkoda. ani z języków. z lekcji lubię tylko matematykę, niemiecki i włef. po dłuższym namyślę dodaję do tej listy polski.

haha. pokłóciłam się z Anką, bo mnie dręczyła, jak robiłyśmy ten cholerny tort. dwa. wyszły pyszne;)) a od tej pory zaczęłam się odchudzać, i schudłam już cztery kilo. Jeszcze parę i dojdę do pionu. i robię jeszcze a6w, od 2 września. dziś dzień 28, i jeszcze przede mną ostatnia seria. Ale mam sposób na zapomnienie o skurczach mięśni prostych brzucha, a mianowicie naukę. wieszam sobie przed bubą "idiomsendfiksdfrejzs" i się uczę o "lose sb's nerve" albo "wear trousers" albo "neither here not there". już trochę umiem, bo w środę klasówka:)

już mi trochę lepiej. mogę się tu wypaplać i pogadać sobie inteligentnie sama z sobą.

tym razem pozdrawiam tylko tych, którzy przeczytali zeszłą notkę;))
komentarze [3]





już 5!
kolejna notka >> niedziela, 14 września 2008 16:27:47
właśnie siedzę przy biurku i próbuję się zmusić do konstruktywnej pracy. konkretnie zadanie z matmy na jutro. oprócz tego mam przeczytać "Świętoszka" i pouczyć się historii.

dość o nauce... wczoraj była impreza! Mama wyjechała, chata wolna to od razu party :D było całkiem fajnie. Madzia, Kondzior, Soczek, Jacek, Orzeł i parę innych osób. Podobało mi się. W ogóle lepiej jest być gospodarzem, bo nie musisz potem martwić się jak wrócić do domu.

a zaraz zabieram się do robienia tortu. Mój wychowawca ma dzisiaj urodziny i to jest właśnie prezent dla niego. Fundusze mam ogromne, bo mamy nowego skarbnika w klasie. Duża efektywność zbierania pieniędzy, to są zdolności wrodzone chyba! Myślę o torcie z polewą snickersową...

Cztery godziny później.

Zrobiłyśmy z Anią ten tort. Smakowy. Aga dostarczyła biśkopta i wszyscy są zadowoleni. Ciekawe czy to się uda...
Ale mi się spać chce! Zrobiłam już niemiecki, przeczytałam kilka stron "Świętoszka" i zabieram się za matmę. Och, macierze!

Pozdrowienia dla Kass, Madzi, Ani, Agi, K. i J. :)
komentarze [5]






Wykonała Adun, więcej tutaj.
Grafika: Adun




profil na gronie




ulubieni
wampirzyszczemeadepiernikdebialoha-faint

klupy


archiwum

2005
czerwiec (7)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (2)
listopad (5)
grudzień (2)

2006
styczeń (3)
luty (4)
marzec (3)
kwiecień (2)
maj (4)
czerwiec (2)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (3)
październik (2)
listopad (3)
grudzień (4)

2007
styczeń (5)
luty (3)
maj (1)
czerwiec (2)
sierpien (1)
wrzesień (3)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (2)

2008
styczeń (3)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (2)
czerwiec (2)
wrzesień (2)
październik (1)
listopad (2)

2009
styczeń (1)
kwiecień (2)
maj (4)
czerwiec (1)
lipiec (1)
październik (1)





piernik

o mnie

dodaj